• Wpisów:172
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:wczoraj, 17:30
  • Licznik odwiedzin:34 289 / 704 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Tekst tej piosenki chyba został zainspirowany moim życiem...
 

 
Kupiłam sobie w Rossmanie na przecenie taką dziwną szczotkę do włosów. Czyste szaleństwo, w końcu mam rozczesane włosy. I to bez większego bólu. Tak sobie teraz je rozczesuję i rozczesuję. Osoba, która to wymyśliła naprawdę powinna otrzymać nobla. Ja już nawet miałam myśli, żeby ściąć włosy co najmniej przez pół, bo tak nigdy nie mogłam ich doczesać.

A te wyprzedaże tam to kolejne szaleństwo. Baby prawie wyrywają sobie z rąk co lepsze kosmetyki. Sądzę, że pod względem makijażu jestem całkiem przeciętną osobą. Kosmetyczkę mam pełną, nawet kilka rzeczy poniewiera mi się w szufladzie z poprzedniej wyprzedaży, teraz już nawet nie miałam czego tam kupić. Co one z tymi kosmetykami robią, zjadają? Przecież to też ma terminy ważności.
  • awatar Mothylarnia: Tangle Teezer? Mam od dwóch lat, a żałuję, że tak krótko.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ależ mnie dopadła życiowa frustracja.
Dawno tak nie miałam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Pierwszy tydzień za mną.
Wciąż mnie tam chcą, a ja dalej nie mam ochoty uciekać.
Czyli bilans bardziej na plus.
 

 
Z wiekiem stałam się taka jakaś ostrożniejsza jeśli chodzi o cieszenie się z czegoś albo nawet pozytywne nastawianie się na coś. Wytykają mi pesymizm, a ja mówię, że po prostu za bardzo znam realia. Tak też teraz ciągle jeszcze zastanawiam się, z której strony przywali mi w tej nowej pracy.

Ale...
Ale nieważne jak będzie i tak cieszę się, że podjęłam tę decyzję i odważyłam się na zmianę. Teraz przynajmniej tli mi się jakieś światełko nadziei, że może ta zima będzie dla mnie choć trochę lepsza. Może będę zbyta zajęta sobą i nie będę już miała czasu na depresyjne stany. Może.
 

 
Zmiany. A jak zmiany to stresy i znów kilka kilogramów mniej. Posiadanie jako takiego biustu już chyba nieodwracalnie pozostanie dla mnie jedynie wspomnieniem. Ja już po prostu siedzę, oddycham i wręcz czuję jak spala mi się tkanka tłuszczowa w piersiach. A jeszcze parę miesięcy temu zaczynałam się tak fajnie zaokrąglać. Wszędzie.

To śmieszne, że "utrzymanie wagi" może mieć dla różnych ludzi tak różne znaczenie...
  • awatar Naughty: A moje rosną... chętnie bym się zamieniła
  • awatar Wieczna Studentka: @Mothylarnia: Co sobie myślą mężczyźni to mi tam akurat lara i powiewa w tej kwestii ;). Ja sama po prostu czuję się średnio komfortowo ze swoim ciałem będąc taka płaściusieńka, zwłaszcza jak ubieram sukienkę czy bluzkę z dekoldem.
  • awatar Mothylarnia: @Wieczna Studentka: Najgorzej czułam się mając E, obecnie jestem ze swoich cycków zadowolona i przypuszczam, że byłabym nadal gdybym spadła do C (chociaż brakowałoby mi staników - więc jeśli już nawet spadnę mam nadzieję, że przy okazji zrzucę też z innych części, pff!). Ja naprawdę uważam, że małe biusty są niedoceniane, a rzekomo im wyższy iloraz inteligencji mężczyzny tym bardziej podobają mu się mniejsze cycki. Tak, były badania :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Ludzie z wiekiem mądrzeją, a ja nie pamiętam, żebym dawniej miewała tak głupie pomysły jak teraz.
Ciekawy przypadek Benjamina?

Zapoznałam sobie chłopka roztropka i poszłam z nim na coś jakby randkę. Najpierw trzymałam fason, ale jak naciskał, żeby iść tańczyć to już stwierdziłam, że jak tańczyć to tylko w lesbijskim klubie. Tam jest najklimatyczniej - co właściwie z prawdą się nie mija.
Rozsądna ilość alkoholu sprawiła, że byłam skłonniejsza więcej rzeczy przymknąć oko. Nawet nie wiem kiedy to się stało, popijałam sobie piwo i nagle poczułam, że ten zaczyna całować mnie po szyi. Z jednej strony wzruszyło mnie to, bo dawno nikt nie był na mnie tak napalony jak ten. Z drugiej strony zaś poczułam, że jak zaraz mu czegoś nie powiem, to mnie tam zlata w tych branżowych podziemiach. Ani mi się tego nie chciało, ani miejsce do tego nie najlepsze. Ogarnął się po reprymendzie i nawet przyjął to z godnością.
Skubany, lubi wyzwania.
 

 
Jak sięgnę pamięcią, to zawsze gdy się z kimś rozchodziłam, albo zapałałam do kogoś niefortunnym uczuciem, albo po prostu moje serce cierpiało z powodów natury takiej nie innej - nagle budziła się we mnie silna chęć wyjścia za mąż i rodzenia dzieci.

Boję się.
  • awatar Mothylarnia: Nigdy nie mialam cisnienia na rodzenie dzieci, ale kiedy bylam z ziomkiem, ktory przy kazdej okazji zarzekal sie ze nigdy dzieci miec nie bedzie, to czułam się niezręcznie. Nie wiem co to o mnie mowi jesli nie musze miec dzieci (chyba), a nie chce byc z kimś, kto definitywnie ich nie chce.
  • awatar Naughty: miałam taki epizod, ale szybko mi przeszło. na szczęście.
  • awatar aeran: Ej mam dokładnie to samo, o co chodzi?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Nadeszła ta chwila - ostatni dzień w pracy...

Czasem dziwię się, że można mieć w sobie tyle różnych uczuć na raz.
  • awatar Wieczna Studentka: @JazuMST: Specyfika danego zawodu :).
  • awatar JazuMST: @Wieczna Studentka: Minie. Ja za wygino tęskniłem, potem za ludźmi, a teraz wszyscy są mi obojętni, bo wyszło jakie to buce.
  • awatar Wieczna Studentka: @Szkotka: @JazuMST: Mam nadzieję, że ta zmiana wyjdzie mi w końcu na dobre, ale będę mocno tęsknić na podmiotem swojej pracy, bo się zżyłam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Słusznie marszczyła mi się skóra na dupie, gdy pomyślałam o tym, że miałabym składać wypowiedzenie.

Otóż złożyłam wypowiedzenie obecnej dyrektor. Była to jedna z najmniej przyjemnych rozmów w moim życiu. Sypnęła mi od niechcenia jakąś tam propozycją, ale ja już postanowiłam nie zmieniać raz podjętej decyzji. Może nie było to w sumie wcale przemyślane, ale przynajmniej mam teraz jakiś cel.

A potem dowiedziałam się, że nowej dziewczynie na start dała pensum jak mi zaproponowała po roku pracy i już w tym momencie wkurwienie zastąpiło poczucie czegoś w rodzaju żalu, że zostawiam ją "bez człowieka". Teraz tylko okres wypowiedzenia i niech sobie szuka do usrania. Ciekawe gdzie znajdzie druga taką głupią.
  • awatar Naughty: ludzie to chuje.
  • awatar Szkotka: @Wieczna Studentka: Ja tego też nie rozumiem, ale co zrobić..
  • awatar Wieczna Studentka: @Szkotka: Wiesz co, jeszcze zrozumiałabym po umowie próbnej. ale w tej chwili ja robię za półtorej pracownika, bo ta miota się jak jakiś piskorz, zielona jak trawa, zainteresowana całym światem, tylko nie swoją pracą i co - zarabia więcej niż ja. Paranoja. Nie omieszkam wypomnieć tego dyrekcji jak będę odchodzić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Może myślę to, co myślę, bo jestem zwykłym szarym człowiekiem bez widoków na jakąś wypasioną przyszłość.

Może.

Ale dziś wydaje mi się, że w życiu wcale nie chodzi o to, żeby było łatwo, lekko i przyjemnie. Ale o to, żeby w ogóle było PO CO żyć.
 

 
Idę jutro na rozmowę o pracę. Tak, o... bo nawet w sumie nie wiem czy ja tej pracy chcę. Nie wiem, zobaczę jak tam jest. Ale już na samą myśl, że miałabym iść do dyrekcji złożyć wypowiedzenie, skóra mi się marszczy na dupie.
  • awatar Szkotka: @Wieczna Studentka: Chyba pierwszy raz spotykam się z taką odpowiedzią ;)
  • awatar Wieczna Studentka: @Szkotka: Nie wiem, zastępca dyrektora wypisuje nam urlopy. A co więcej, to nigdy nie wnikałam.
  • awatar Szkotka: @Wieczna Studentka: To kto załatwia sprawy kadrowe?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Zaatakowały mnie mole spożywcze.

Dość dawno koleżanka zrobiła mi mieszankę ziół do picia. Jak sobie to zaparzałam, dostrzegłam dorodną larwę na blacie. Nie wiadomo skąd. Nawet przestraszyłam się, że mi z tych ziółek wypadła, przejrzałam całą tę sieczkę. Nic nie znalazłam i postanowiłam o tym więcej nie myśleć. Coś mi współlokatorka przebąkiwała, że mamy mole, ale nie przywiązałam do tego większej uwagi. A muszę dodać, że gotuję bardzo rzadko, bo raz, że nie lubię, a po drugie jadam w pracy. Więc jak mi tam jakiś mól przefruną nad głową raz na tydzień, to nie spędzało mi to snu z powiek.

Dziś znów zaparzałam, znów mi wypadła larwa. Znów pojawiła się kompletnie znienacka. Po raz kolejny przetrzepałam tę sieczkę i nic. I natchnęło mnie, że przecież z tych suchych ziół nie miała prawa wyjść taka soczysta larwa.

Stanęłam sobie na krześle, przetrzepałam czeluście półek i wywaliłam WSZYSTKO. Nawet cukier, chociaż nic nie wskazywało na to, żeby coś w nim żyło. Mąka, płatki, ryże - i dalej nie mogę pojąć jakim cudem one są takie tłuściutkie jak żrą same takie suche rzeczy.
 

 
Depilowanie doprowadza mnie do szału.
Siedzę godzinę z depilatorem i skubię włosy z nóg. Tak, siak, srak, pod różnymi kątami i do słońca. I powiedzmy, że jestem zadowolona z efektu. Powiedzmy, że już NIC nie ma. Na drugi dzień będąc już w miejscu publicznym zerkam sobie na nogę - a tam sterczy sobie włosek, parę centymetrów dalej kolejny jakiś. Na drugiej nodze też ze dwa. Albo i więcej, ale tego już nie jestem w stanie dostrzec.
Żeby na głowie tak rosły.
 

 
I chociażbym myślała nad tym godzinami, tygodniami, to nie wiem... nie wiem kiedy popełniłam błąd. Ani w którym mmomencie. Nie wiem co takiego zrobiłam nie tak. Nie wiem.

Może to coś po prostu nie jest mi pisane.
 

 
"Lesbijka" - zawsze zastanawiałam się czemu tak wzdryga mnie za każdym razem, gdy tylko usłyszę to słowo. Źle mi to brzmi i odkąd pamiętam źle mi to brzmiało. Stałam się wręcz ekspertem w wynajdywaniu synonimów albo zamienników.
I doczekałam się oświecenia. "Lesbijka" od zawsze z jakiejś przyczyny kojarzyło mi się z obleśnymi pornosami dla facetów hetero...
  • awatar Naughty: Coś w tym jest.
  • awatar Wieczna Studentka: @Szkotka: Oj, chociażby "waginoentuzjastka" ale tutaj co konserwatywniejsze środowiska się oburzają :).
  • awatar Szkotka: Dawaj te zamienniki ;p Ciekawa jestem :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Za sprawą współlokatorek zeszłam do alkoholowej partyzantki. Póki co nikt mi jeszcze nie wypominał wypitych procentów, nikt mi nie zwracał uwagi, że za często zaglądam w kieliszek, oj bynajmniej. Ale mimo to jakoś czuję krępację i albo staram się robić to jak ich nie ma, albo ukradkiem.
Tak, lubię się od czasu do czasu napić wina lub piwa i wcale mi do tego nie jest potrzebne towarzystwo. Czy to brzmi już jak zalążek alkoholizmu?
  • awatar serdeleknadiecie: Zastanawiam się czy nie nalać sobie wina. Jestem sama w domu. Jest niedziela i godzina 15... Może to za wcześnie?
  • awatar Naughty: Własne towarzystwo jest tym najlepszym
  • awatar Ach2017: Dla mnie nie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Poszłam dziś do pracy w opasce z zajebistą kokardką na głowie. Szanowne koleżanki postukały się w głowę i w sumie to mnie wyśmiały. Ale mi się podobało.

A jednak.
Nie umiem starzeć się z godnością.
 

 
Już zaczyna mnie to irytować. Nie ma ciąży, chyba jest, nie - jednak nie ma. No przecież zanim ona normalnie pójdzie do lekarza jak człowiek, to my zwariujemy z nerwów. Takie testy to sobie można...
Ale w kościach czuję, że chyba jest. A jak mi pójdzie na L4, to sobie bez niej palcem do dupy nie trafię.
 

 
Taka jedna zaproponowała mi wypad na piwo o godzinie 23:30 w środku tygodnia. Dobrze, że leżałam już w łóżku, bo bym się chyba po przeczytaniu tego przewróciła. Pewnie, nic tylko związać mokre włosy, zrzucić piżamę i biec. A potem może prosto ze schadzki do pracy?

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że nawet jakbym na drugi dzień była wolna jak dzika świnia na zakręcie, to i tak nie ma takiej siły, która wyciągnęłaby mnie z łóżka w środku nocy. Bo jak sobie pomyślę, że miałabym się drugi raz kąpać i wcierać w siebie te różne specyfiki, to wolę obrócić się na drugi bok i przykryć kocem.
 

 
Moja współlokatorka rządzi swoim narzeczonym przy gotowaniu kolacji. Wszystko musi być po jej myśli. WSZYSTKO.

Borze, jak to teraz tak wygląda gdy są młodzi i tacy zakochani, to nie chcę GO widzieć po paru latach małżeństwa.
Chłopek-roztropek pantofelek żywcem wyjęty z kabaretu.
 

 
Moja koleżanka z pracy przypuszcza, że jest w ciąży. Cieszę się jej szczęściem. Ale równocześnie mam ochotę rozpędzić się i poczekać aż ściana sama się znajdzie...
Straszne chwile pełne niepewności.
 

 

Kąpałam się w nocy pod gołym niebem. Blask księżyca, cykanie świerszczy.
Kilka wiaderek ciepłej wody i stara wanna. Jak to czasem niewiele potrzeba, żeby było wszystko.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Już tak wiele dni minęło od czasu, gdy przestałam widzieć sens i czuć potrzebę, żeby tu zaglądać. Albo cokolwiek pisać.

Zmieniło się u mnie wiele i prawie nic. Pokonałam w międzyczasie kryzys, czuję jak zbliża się kolejny. On w końcu nadejdzie, żebym tylko dała radę i tym razem. Fajnie byłoby mieć po co walczyć. Ale jak nie będzie po co, a pewnie nie będzie, to żeby chociaż siły się znalazły.

Chyba jeszcze nigdy nie czułam się tak osamotniona jak teraz. Już nawet nie sama, nie samotna, tylko osamotniona.

Po jednym wieczorze, gdy wydawało mi się, że w końcu coś może się odmienić, zaczęły się całe tygodnie kolejnego rozczarowania.

Już nawet boję się poczuć trochę szczęśliwa. Zawsze gdy tak się dzieje, potem zaczyna się wszystko walić. Jak na wyścigi.
  • awatar Wieczna Studentka: @Naughty: A potem znowu coś będzie. I znów, i znów. I tak do usranej śmierci zero spokoju ;).
  • awatar Naughty: może to banalne, ale po burzy zawsze wychodzi słońce. tylko trzeba być cierpliwym i wytrwałym.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ironia i sarkazm życia.

Czekam aż wykreślą mnie z listy studentów.
Choć chyba wolałabym, żeby wykreślili mnie z ewidencji żywych...
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Musiałam pojechać po kilka rzeczy do rodzinnego domu. Kobieta, która mnie urodziła, zrobiła mi taką scenę, że wyprowadziła mnie z równowagi jak jeszcze nikt nigdy. Wrzask, który ze mnie wyszedł nawet mnie przestraszył. I miałam ochotę umrzeć. A w tle Zdzisława Sośnicka śpiewała, że uczymy się żyć bez końca.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że bardzo przypominam ją z twarzy. I jak kiedyś odejdzie z tego świata, co jest rzeczą oczywistą i nieuniknioną, to chyba wykończę się psychicznie i emocjonalnie, gdy będę widzieć swoje odbicie.