• Wpisów:225
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:66 dni temu
  • Licznik odwiedzin:48 300 / 1044 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Sugerować bratu, że być może (bo są przesłanki) jego żona nie jest mu wierna?
  • awatar Naughty: ciężki temat. ja bym próbowała sugerować.
  • awatar JazuMST: Sugerować. Powiedzieć jeżeli jest się pewnym. Prosto z mostu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
I po dniach zapracowanych, ciężkich oraz krótkich nastało dla mnie parę dni wolnego i błogiego lenistwa.
No i tak sobie pofolgowałam, tak dopuściłam, że nic tylko leżę na czas.

Katastrofa.
 

 
Moja współlokatorka, do dobra dziewczyna. ALE im dłużej z nią mieszkam, tym bardziej sprawaia wrażenie nieporadnej życiowo.
Nie umie sobie zorganizować nijak wolnego czasu, widać, że ciągle się nudzi, ale nie ma na siebie pomysłu. A gdzie nie stąpnie, to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiają się śmieci, okruszki, brudne naczynia, coś się jej rozleje. Jako tako to za sobą sprząta, ale tak byle jak, że mi opadają ręce.
Jest taka mocno nieskoordynowana. Widzę, że to nie wypływa z jej złośliwości, ale jest jaka jest...
  • awatar Help Me :'(: może spróbuj z nią porozmawiać
  • awatar Szkotka: Smutne..
  • awatar mietowy.dzem: Ja jestem bałaganiarą. Straszna. czasami. (głównie w swoim pokoju) nie lubię bałaganu w kuchnia/ łazienka / salon
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Nie ma to mieć wolne w pracy, więc korzystając z okazji iść sobie na długi łikend do drugiej pracy.
  • awatar versawyer: Tak szczerze, to czytając cię od jakiegoś czasu miałam wrażenie, że jak najbardziej sprawia ci to przyjemność :D
  • awatar Szkotka: @Wieczna Studentka: Oczywiście, że nie. Z biegiem lat jednak siły są mniejsze i priorytety ulegają zmianie..
  • awatar Wieczna Studentka: @Szkotka: Nie podejrzewasz mnie chyba, że robię to dla przyjemności czy rozrywki :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ktoś bliski mówi Ci, że jej maż być może ma raka.

I co na to odpowiedzieć?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Moje znajoma stawia pierwsze kroki w zawodzie. Najpierw było ogólne zadowolenie, ale z każdym dniem wychodziły na jaw różne nowe aspekty, aż przepełniła się czara goryczy. W tej chwili kipi z niej frustracja - po prostu zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością.
Słucham tak tego kiwając głową - i co ja jej mam powiedzieć? Przecież ja to wszystko dobrze znam, ja już się tak grzebię w tym dwa lata. W sumie moje początki też były takie, że ledwo wygrzebałam się z nerwicy i depresji. Teraz, jak zmieniłam miejsce pracy, jest mi naprawdę dobrze. Wiadomo, że nigdzie nie ma kryształowo, ale zawsze znajdzie się powód do narzekania. Może faktycznie jest coś w tym "szukaniu swojego miejsca na ziemi".
  • awatar Zawsze niepewna: Jak zaczynałam pracę wiedziałam, że nic czego uczyłam się na studiach mi się nie przyda. I uczyłam się na bieżąco. Ale ja byłam zachwycona swoim zawodem. Bardzo. I miałam cierpliwych ludzi wokół siebie.
  • awatar Poicele: Zdecydowanie coś w tym jest. Trzeba znaleźć miejsce, które będzie nam odpowiadało, w którym będziemy się dobrze czuli i w którym będziemy dobrze spełniać obowiązki ;)
  • awatar Pantokratorka: Jaki to zawód? Może z czasem wyrobi sobie jakąś taktykę na to wszystko :) Albo już zawsze będzie narzekać, jak ludzie z mojej pracy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Przez portal napisała do mnie parę dni temu jakaś tam dziewczyna. Takie pisanie z serii tych co zawsze kończy się na 4/5 wiadomościach i już nawet nie ma jak pociągnąć dalej.
Coś tam pojawił się jakiś temat, ja coś tam napisałam, że w sumie jakoś nie ma u mnie czegoś takiego, żebym miała w 100% wolny czas, bo ciągle wisi mi nad głową sto rzeczy do zrobienia. Ona na to, że zawsze wszystko robi sobie na przód. Więc pytam co robi, gdzie pracuje, czy się dalej uczy. Nie uczy się, pracuje w MacDonalds i parzy tam kawę.
Z całym szacunkiem, ale w taki razie co ona sobie tak robi na przód? Pranie?

Nie mam zamiaru komukolwiek wciskać głupot, że ja jestem jakaś super pracowita ani nic z tych rzeczy. Niestety. Ale faktem jest, że nie ma dnia, żebym nie musiała nad czymś przysiąść. Albo jakaś robota do pracy, albo pouczyć się do szkoły językowej, albo jeszcze jakieś inne zaległości. A najczęściej jak sobie zaplanuję zrobić którąś z tych rzeczy przez weekend, to akurat zazwyczaj wtedy idę nadprogramowo do pracy.

To mój wybór, wiadomo. Ale trochę drażnią mnie tacy ludzie "bez zajęcia".
  • awatar Pantokratorka: Ja tam bym zapytała co ona sobie robi naprzód :D
  • awatar Poicele: Po 5 wiadomościach to ciężko w sumie ocenić. Może faktycznie ma milion rzeczy do roboty, o których nie mamy pojęcia. A może jest faktycznie tak jak myślisz. Nie powinno się oceniać ludzi w ten sposób :P
  • awatar Gusia: za takie życie też zapłaci kiedyś wysoką cenę
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Po prostu mam zakwasy od butów na obcasie.
Jestem w szoku, jeszcze tak nie miałam.
 

 
Jak sobie pomyślę ile roboty kosztowało nas doprowadzenie tego mieszkania do stanu jaki jest teraz, aż mi samej siebie jest żal.
A stan jest co najwyżej akceptowalny.

W końcu mogę spokojnie zrobić sobie coś do jedzenia i polenić się na łóżku.

A moja porzednia właścicielka mieszkania pozostawiła po sobie taki niesmak, który będę wspomniała chyba do końca życia.
Bo ja niestety jestem pamiętliwa.
 

 
Jestem w trakcie przeprowadzki, jeszcze została mi tak mniej więcej połowa i mam trochę tego dość.
"Standard" pozostawia sporo do życzenia. Szczerze powiedziawszy po pierwszym oglądnięciu byłam nawet nieco załamana. Teraz zaczynam powoli wierzyć, że po odsprzątaniu i malowaniu może to jakoś zacznie wyglądać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Idę jutro oglądać mieszkanie. Co prawda mieszkałabym tam tylko do końca wakacji, ale za to tanio i w fajnym miejscu.
Muszę wyglądać jakoś poczciwie.
Ależ jestem ciekawa czy coś z tego będzie.
 

 
Od kilku lat robimy z koleżanką taką wspólną urodzinową imprezę, bo mamy urodziny zaraz po sobie. Nic szczególnego, zapraszamy tylko parę najbliższych znajomych.
I tak zrobiłyśmy wczoraj. Jeszcze nigdy nie wypiłam takiej ilości słodkich win i likierów na raz. Bo każda przyniosła właśnie jakiś taki słodki wynalazek. Aż cud, że nie miałam z tej mieszanki żołądkowych rewolucji. A potem poszłyśmy na kluby i było kiepsko. Ja to jednak z roku na rok robię się coraz to bardziej zrzędząca. Albo ludzie są coraz dziwniejsi. Jednak skłonniejsza jestem stwierdzić, że problem jest w mojej osobie.
Dziś odsypiałam tę noc przez caaały dzień. Aż wstyd przyznać, co ja robię ze swoim życiem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Już minęło 15 dni od świąt, wiosna w powietrzu, a ja szukam mieszkania, bo do wakacji muszę się wyprowadzić.
Wisi to nade mną jak jakaś gradowa chmura, przeglądam co rano ogłoszenia i odechciewa mi się wszystkiego. Wróciłam ze wszystkim do punktu wyjścia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Moja koleżanka z pracy, ta sama co do mnie nie tak dawno zarywała, oznaczyła sobie wczoraj na facebooku jakąś dziewczynę w poście z opisem "dziękuję za wspaniały weekend : *".

A dziś na portalu ustawiła status na "w związku".

Tak się to robi .
  • awatar Naughty: dobitnie :P
  • awatar Wieczna Studentka: @mąka krupczatka: Jak zwykle wszystko popsułam ;). @versawyer: Nie, znam ją trzy lata, ona naprawdę taka jest - "kochliwa" :P.
  • awatar versawyer: Czemu mi się wydaje, że ona to zrobiła głównie po to żeby się "zemścić" na tobie :p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
W piątek była ta nieszczęsna impreza, potem calutki łikend w pracy, no i teraz znów cały tydzień. I jeszcze zaczęły mi się lekcje w szkole językowej. Nawet nie czuję się jakoś wybitnie wykończona tym maratonem, ale jednak marzą mi się teraz te dwa dni wolnego.
Chyba będę prała całą sobotę.
 

 
Pamiętliwość jest moją największą wadą spośród moich rozlicznych wad. Bardzo tego u siebie nie lubię, uprzykrza mi życie ale nijak nie umiem z tym walczyć.

Teraz po raz kolejny noszę w sobie złość i to jeszcze z tego nieszczęsnego początku roku, a mamy już marzec. Dokładniej wciąż czuję żal do mojej pseudo przyjaciółki, która tak perfidnie obgadała mnie w pracy. Uczciwie jak obiecałam nie poruszyłam do niej tego tematu, ale ona się domyśliła, co się stało. Albo raczej jej powiedzieli, pewności nie mam.

Napisała do mnie, przeprosiła, nawet przyznała się do winy. Napisałam jej, że w porządku, uznajemy że nie było sprawy.

Otóż bynajmniej. Boję się, że nie będę potrafiła rozmawiać z nią tak jak dawniej. Z tonu głosu, z moich odpowiedzi może wyczuć złość.

Sprawa się delikatnie komplikuje, bo dziś wieczorem jest impreza na klubach organizowana przez tę ekipę. I ona ma być i ja zostałam zaproszona. I zazwyczaj jak ona szła na takie imprezy, to ja ją nocowałam. Przypadek?

Przez nią w ogóle nie mam ochoty tam iść. Ale ze względu na resztę okropnie chcę.

I jeszcze żeby było weselej idę jutro do pracy na parę godzin i właśnie dowiedziałam się, że ona też będzie w pracy.

Miałaby fajnie, pobawiłybyśmy się razem a potem razem wróciłybyśmy na mieszkanie, a rano śniadanie i do pracy.
  • awatar Naughty: lepiej wypuścić tę złość na zewnątrz niż tłumić w sobie. kłótnie bywają oczyszczające.
  • awatar versawyer: Z obrabianiem dupy jak ze zdradą, jak ktoś zrobił to raz należy się spodziewać kolejnego :D Dlatego ja kontakt z takimi osobami ucinam od razu. Pamiętliwość niby wada, ale czasem po prostu dobry mechanizm obronny przed bullshitem..
  • awatar JazuMST: Też jestem pamiętliwy. Miłosierny ale wybaczanie nie jest moją cnotą. I dobrze. Pamiętaj i pozwól pamiętać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Podczas, gdy koleżanka z pracy spamowała całą noc facebooka depresyjnymi piosenkami i wpisami (oczywiście ewidentnie, żeby zwrócić na siebie uwagę), do mnie przyszedł absztyfikant w kawalerkę. Dla uściśnienia ciągle ten sam.

Niby wiem, że nic nie zawiniłam, ale jednak mam lekki wyrzut sumienia. Jakbym jej tydzień temu nie zaproponowała tego wyjścia na kluby, to na pewno by się do mnie nie dokleiła. Pewnie też by się teraz nad sobą użalała, ale przynajmniej nie miałabym z tym nic wspólnego.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Oglądałam sobie beztrosko jakiś badziewny serial, a tu z grubej rury pisze do mnie koleżanka od ostatniego wypadu na les-kluby.
Ona chce ze mną potańczyć, chce do kina, chce rozmawiać i w ogóle chce pogłębić tę znajomość. Bo ona coś poczuła i dostrzegła i na pewno będzie fajnie.

I bądź człowieku dobry. I zaproś kogoś na imprezę, bo samotny, bo znajomych za bardzo nie ma. I bądź miły.

Jestem na siebie zła.
  • awatar Naughty: ojjj...
  • awatar Arethi: @Tigram Ingrow: Nie wiadomo co zrobić, ale nie powinno się obwiniać siebie za to, że próbowało się pomóc. Jeżeli ja bym był na Twoim miejscu, to byłbym w pełni szczery. Żadnych niedopowiedzeń i wszystko jasne. Wiadomo, że będzie jej przykro, ale dawanie złudnej nadziei jest chyba jeszcze gorsze niż jej zabranie.
  • awatar Tigram Ingrow: Interakcje z ludźmi mnie przerażają. A najdziwniej jest, jak ktoś Cię polubi, a Ty jego nie. I nie wiadomo co robić, żeby nie sprawić przykrości. :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jednak w tym moim urlopie teraz był chyba jakich palec opatrzności.
Naprawdę nie pamiętam kiedy ostatnio czułam się tak podle. No jakby mnie ktoś napompował. Jakbym ważyła 100 kilo (w tym 50 kilo same piersi). O bólu już nie wspomnę.
Przecież jakbym miała ten tydzień chodzić do pracy, to mogłabym tam kogoś zabić.

W sumie w skrajnych przypadkach na PMS powinni wipisywać L4.
  • awatar versawyer: Duże ilości cukru i przeżyjesz :D
  • awatar JazuMST: @Wieczna Studentka: To był taki skrót myślowy.
  • awatar Wieczna Studentka: @JazuMST: Choroba, to co innego... Ale z drugiej strony 80% wynagrodzenia na l4 to też nic fajnego ;).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Mam tydzień urlopu. Czekałam na to dość długo a tu nagle okazuje się, że nie wiem co ze sobą zrobić. Nie, żebym nie miała nic do roboty, bynajmniej. Po prostu nie mogę się do niczego zebrać i tak się pałętam.
Jak na złość obudziłam się przed ósmą, więc zasnęłam raz jeszcze. To znów od tego rozbolała mnie głowa. Potem poszłam na zakupy, wróciłam z karatem. Oczywiście to sobotnie włóczenie się po nocy dało o sobie znać. Nafaszerowałam się lekami i przeleżałam w łóżku.
Cóż za szalone i fascynujące życie.
  • awatar Tigram Ingrow: Po to się ma urlop, żeby tak go przedeptać. Oczywiście, o ile się nie ma zaplanowanych wyjazdów. Dzień, dwa, można sobie tak pozwolić. :)
  • awatar Naughty: dorosłość ;)
  • awatar Bad Bunny: Jak się ma dużo czasu to ciężko się za cokolwiek zabrać, a jak się go nie ma to człowiek lata jak pokręcony :D haha
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Chyba przypadkiem byłam na randce z koleżanką z byłej pracy :O.

To znaczy dla mnie to było po prostu wyjście na piwo, potem poszłyśmy ze znajomymi do branżowego klubu oglądać Drag Queen. Zabawa była przednia, moje oczekiwania zostały spełnione.
Ale "koleżanka" momentami łapała mnie w takie miejsca, co koleżanki się nie łapią. I nie, nie była pijana. Czuję się zdezorientowana jak kot Monty Pythona.

Żeby było śmieszniej, jak tam pracowałam przez dwa lata, to nieoficjalnie byłyśmy na siebie cięte.
  • awatar PIERONEK. d:: ponoć miłość i nienawiść to cienka granica :) a poza tym kto się czubi ten się lubi ^^
  • awatar Naughty: jak to wszystko potrafi się zmienić ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wczoraj do pracy przyszła odwiedzić nas taka dziewczyna, której ja nie miałam prawa znać, bo ja przejęłam jej stanowisko. A ona poszła na L4, bo ciąża.
Teraz jej dziecko ma 4 miesiące. Przyniosła go ze sobą. Oczywiście wszystkie rzuciły się na to maleństwo, ale mnie wręcz skręciło.
Nigdy jeszcze tak nie miałam. Zawsze byłam jedną z pierwszych do niańczenia. Chyba mój instynkt macierzyński powoli zaczyna umierać.

Może to lepiej. Dla mnie i dla potencjalnych dzieci.
Oj uchowaj Boże od takiej matki...
  • awatar Tigram Ingrow: Wiesz, pewne dzieci się lubi, a inne wręcz przeciwnie. Ja ogólnie z zasady nie lubię dzieci, ale np. do synka mojej przyjaciółki mnie bardzo ciągnie.
  • awatar Wieczna Studentka: @mąka krupczatka: O mnie. Absolutnie o mnie ;).
  • awatar mąka krupczatka: Uchowaj Boże od takiej matki, jak ta koleżanka której nie masz prawa znać czy od Ciebie?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Po czym poznać, że facet jest gotowy na seks? Oddycha.
Ja już teraz doskonale rozumiem skąd wziął się ten dowcip. Moje doświadczenia z mężczyznami są żadne. Normalnie stąpam po nowym lądzie, a czuję się przy okazji jak jakaś pięćdziesięcioletnia dziewica. Z jednej strony mi się to podoba, bo mogę pozwolić sobie na 200% kompletnej bierności. Ja nawet nie wiedziałam, że miałam w sobie takie dziwne fantazje. Może jestem spatrzona, ale w relacjach damsko-damskich takie coś nie jest możliwe.
Z drugiej strony zaś są chwile, że mi się odechciewa w to "bawić".
Teraz dopiero widzę jakie ja miałam cudownie spokojnie życie jeszcze miesiąc temu.
  • awatar Naughty: dobrze ujęte, feel you, sista.
  • awatar Wieczna Studentka: @JazuMST: Ale to brutalnie podsumowałeś :D.
  • awatar JazuMST: Z moich obserwacji wynika, że kobiety są tak samo napalone jak faceci. Tylko nie zawsze jest komu dać i kobo brać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
W zasadzie można by rzec, że moja naiwność i niewinność już dawno przepadła wraz z tymi wszystkimi nocami przetańczonymi po różnych nocnych meliniastych klubach, po Drag Queenach, po tych dziewczynach, przez które czasem robiłam bezmyślnie i nieodpowiedzialne rzeczy (tu idealnie potwierdza się, że głupi ma szczęście). Wszystko subtelnie, ale się nazbierało.

Teraz pierwszy raz w swoim życiu tak na poważnie zaczęłam spotykać się z chłopakiem. To jest takie fajne nowe doświadczenie, że sama się sobie dziwię.
 

 
Ja to jednak jestem niewarta zachodu.
Olałam ją strasznie, aż sama poczułam niesmak. Chociaż trochę myślałam, że to była obopólna rezygnacja. W końcu obliczyłam sobie, że nie widziałyśmy się miesiąc i dwa dni.
Chyba po tak długim czasie "zbywania się" można domyślić się, że bardziej zażyłych relacji to już nie będzie. Praca jest pracą, ale bez przesady.
A ta się właśnie wczoraj opamiętała, że chyba nasze oczekiwania się nie pokrywają. I jeszcze pretensje, że "dopiero teraz jej to mówię". Tak jakbym cały ten miesiąc obiecywała jej cuda i ciągnęła na randki, a teraz nagle stwierdziła, że nie. A tym czasem nie widziałyśmy się i praktycznie nie rozmawiałyśmy ze sobą miesiąc.
Trudno. W życiu czasem trzeba być bardziej domyślnym. Chyba, że się mylę...
 

 
Od rana wszyscy trąbią o tym niebieskim poniedziałku. A ja na przykład czuję się całkiem nieźle. Może dlatego, że od początku roku nie miałam jeszcze czasu nad czymkolwiek się pozastanawiać, bo ciągle chodzę z pracy do pracy.
Chyba muszę w końcu przystopować.


  • awatar ღ ღ Tormenta ღ ღ: w tzw blue monday wjechał mi audyt na placówkę, także jak dla mnie coś w tym jest :p
  • awatar Naughty: ale w końcu przyjdzie na to czas.
  • awatar Pussh: Bo to jest tak, że właśnie w środku pierwszego miesiąca nowego roku w końcu zdajesz sobie sprawę, że jednak postanowienia, które sobie wymyśliłaś mają się nijak do ich realizacji a niektórzy również zdają sobie sprawę, że jest 15 stycznia a oni nadal mają kredyt, który zaciągneli na święta do spłacenia, a funduszy brak. Takie są ponoć powody depresji u niektórych.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Wróciłam do swojego naturalnego koloru włosów. Od niepamiętnych czasów rozjaśniałam włosy o jeden odcień. Kiedyś namówiły mnie do tego siostry i tym sposobem tylko narobiły mi kłopotu z odrostami.

Aż do momentu, gdy doszłam do wniosku, że już nie mogę dłużej robić moim włosom tej krzywdy. Wytrzymałam prawie pięć miesięcy, już miałam takie odrosty, że wariowałam. W końcu wpadłam na pomysł genialny w swojej prostocie - kupiłam farbę "ciemny blond", nawet nieźle trafiłam, bo kolor się wyrównał.

Teraz czuję się taka... zgaszona.
  • awatar Wieczna Studentka: @Ach2017: Miałam nadzieję, że odrosty w końcu się "zgubią" i przestaną mi przeszkadzać.
  • awatar Ach2017: Ja jestem brunetką, niestety mam siwiznę na skroniach (pozostałość po depresji), widać jak związuję włosy w kucyk i zdecydowałam się rozjaśnić. Marzy mi się złoty brąz, czyli coś w rodzaju toffi. Tylko muszę zrobić "próbę". Dlaczego czekałaś aż 5 mcy, by zafarbować w jakąkolwiek stronę?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nigdy nie podejrzewałabym sama siebie o jakiś pracoholizm. A tu proszę, od trzech tygodni łażę z pracy do pracy i w dodatku świątek-piątek czy niedziela. I jest nawet ok, tylko swędzi mnie sumienie, bo brakuje mi czasu na cokolwiek. Nie mam kiedy się pouczyć, zaniedbuję swoją "właściwą pracę", wszystko odkładam na potem. Ale dzięki temu w ciągu jednego miesiąca kupiłam sobie pierdoły, które chciałam kupić już od roku, jednak ciągle miałam "coś pilniejszego" do kupienia.

A dodatkowo w związku z tym, że moja współlokatorka ostatnio ma trudne chwile w pracy, to wczoraj naszło nas na żale na temat tego jak teraz wygląda nasze życie. Ja to przynajmniej pracuję w zawodzie, więc jakoś tam się chociaż spełniam, a jej studia to już totalnie papierek, trzy literki przed nazwiskiem, które może sobie wsadzić. Ale za to też mam takie oszałamiające zarobki, że łikendami poniewieram się po restauracjach, żeby sobie kupić wymarzone buty.

A niektórzy mieli głowę na karku i po prostu bogato wyszli za mąż.
  • awatar JazuMST: @Wieczna Studentka: Nie no nie żałuję prawdę mówiąc ^^ Piękny czas.
  • awatar Wieczna Studentka: @JazuMST: Nie ma co żałować studiów. Studiować zawsze warto ;).
  • awatar JazuMST: Mnie nadmiar pracy zabija. Zbyt duża ilość "zastępstw" zabija chęć do pracy. A te sztuczne podziękowania... Żeby to się chociaż w wypłacie odbijało. W zawodzie nie pracuję, ale lubię swoją pracę. Tylko się zastanawiam po kiego studiowałem. Teraz może byłbym kimś w zawodzie który obecnie wykonuję?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Jestem tak rozbita, że totalnie odechciało mi się jakichkolwiek relacji międzyludzkich. Stało się to poniekąd za sprawą mojej sylwestrowo-noworocznej pracy. I nawet praca sama w sobie nie była zła, nastawiałam się na coś o wiele gorszego. A tu miłe zaskoczenie.
Jednak drugiego dnia szanowne koleżanki z pracy w wielkiej konspiracji obaliły co nieco i gdy miały już w czubie, to jednej z nich wymsknęło się, że ona uwielbia ze mną pracować mimo tego, co mówili poniektórzy.
Na te słowa zjeżył mi się na głowie włos i już nie mogłam popuścić, wierciłam jej dziurę w brzuchu aż w końcu trochę mi powiedziała.

Bardzo, bardzo wiele dałabym, żeby tego nie słyszeć. Okazało się, że to była jedna z nielicznych na tym świecie osób, którą zawsze darzyłam bezwarunkową przyjaźnią. I wydawało mi się, że ona mnie też lubi taką, jaką po prostu jestem. Od ośmiu lat. Osoba, na temat której nigdy z moich ust nie padło złe słowo, ani TAM, ani z resztą nigdzie. A byłoby co powiedzieć, bo nikt nie jest kryształowy.

Tak mną to wstrząsnęło, że sama nie wiem co teraz ze sobą zrobić. Najlepiej chyba nie pokładać nadziei w żadnych ludziach.
  • awatar ღ ღ Tormenta ღ ღ: W ubiegłym roku przeżyłam bardzo podobną sytuację. Bardo bolało, z perspektywy czasu cieszę się,że nie ma już tej osoby w moim życiu. Poznałam za to inne, wartościowe osoby i tego też Ci życzę.
  • awatar Wieczna Studentka: @Mothylarnia: Masz rację, niestety dobrze, że teraz niż później przy innej okazji. A konfrontować nie zamierzam, niczego to nie zmieni.
  • awatar Mothylarnia: Możesz spróbować tę osobę skonfrontować, chociaż raczej wątpię przyniosło Ci to ulgę. Miałam taką sytuację niecałe dwa lata temu (zostałam pomówiona o rzeczy, które totalnie nie miały przełożenia na rzeczywistość, ale mój przyjaciel nie dał mi nawet okazji tego wytłumaczyć) i chodziłam jeszcze bardzo długo z dziurą w sercu. Mimo wszystko dobrze, że się dowiedziałaś.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Dałam się przekabacić i moją przerwę świąteczną niemal całą spędzę w mojej "drugiej pracy" w knajpie. I wygląda na to, że Sylwestra też.
Takie czasy, że nie ma kto pracować. Przecież one ze łzami w oczach mnie prosiły, żebym przyszła. Gorzej, że akurat miałam już wyjątkowo plany. A tymczasem zapowiada się, że koniec roku spędzę relaksując się między talerzami, zupami i sałatkami.
Przecież jak nadejdzie ten dzień, że się wyprowadzę, to oni beze mnie zwariują. Nie żebym była jakaś wybitna, ale drugiej takiej co im przyjdzie do pracy z dnia na dzień na jeden telefon, to chyba już nie znajdą. To nie te czasy.
  • awatar Naughty: ale przynajmniej portfel Ci podziękuje ;) wyprzedaże się zaczynają, więc będziesz mogła zaszaleć.
  • awatar JazuMST: Też się głupio daję wykożystywać i jestem na każdy telefon. Ale kończę z tym. Od dwóch tygodni solidnie się wymiguję. Jest płacz, ale niech wiedzą, że nie ma nic za darmo, a moje poświęcenie nic mi nie dało oprócz zmęczenia. Zero wdzięczności czy premii.
  • awatar veraalie: Skąd ja to znam? Współczuję kochana, Wesołych Świąt :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Oficjalnie już mogę stwierdzić, że mamy absztyfikantkę.
Lepiła się dziś do mnie nie pozostawiając mi złudzeń. Ale za to pozostawiła mieszane uczucia. Bo wizualnie nadal mnie jakoś nie pociąga. Nie znoszę tego mówić, bo wygląd to zaledwie góra lodowa, a ja sama przecież praktycznie nie mam cycków, co jest sporym mankamentem (chociaż nawiasem mówiąc nie uważam, żeby to jakoś szczególnie ujmowało mi urody - niech brzmi to źle, mam to w dupie, trzeba mieć poczucie własnej wartości).
Wiem, że mogę się podobać, ona mi po prostu się nie podoba i boję się, że to może mieć kiepskie zakończenie.

Aczkolwiek wyjątkowo postanowiłam jeszcze się z nią pospotykać. Może niebawem się sobie znudzimy. Może ona się na mnie pozna i zniknie z mojego życia zanim się obejrzę. Może ja się do niej przekonam.
Mamy przed sobą szerokie spektrum możliwości. Niech się dzieje, co chce.
  • awatar Wieczna Studentka: @Szkotka: Jak widzę, to wiem :D. A tak na poważne, zawsze miałam słabość do drobnych i długowłosych. A biżuteria i czerwone paznokcie to już w ogóle +100. @Naughty: No właśnie, to dla tego uważam, że wygląd to wierzchołek góry lodowej...
  • awatar Szkotka: A co Ci się nie podoba..? Lub co zazwyczaj Ci się podoba..?
  • awatar Naughty: wiem co czujesz, miałam tak samo z moją J. i tego się najbardziej bałam, ale znałam też jej wnętrze, jak dobrym i wspaniałym człowiekiem jest, więc już kompletnie nie myślałam o tym co na zewnątrz, a z czasem nawet polubiłam te "mankamenty", które wydawały się być nie do przeskoczenia ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
No przecież przez te całe święta i przygotowania, to mam w pracy taki młyn, że nie mam czasu na NIC. Nic, totalnie. Nawet paznokci nie mam kiedy pomalować. Obiadu od niedzieli nie gotowałam. Nie wspominając o praniu. Jakby nie internet w telefonie, to bym nawet nie miała kiedy włączyć komputera.
A wsztstko to oczywiście za tak zwany psi chuj.

Jeszcze tak wyszło, że na piątek zaprosiłam do siebie tę moją nową znajomą. Trzeba będzie zrobić coś do jedzenia. Ciekawe kiedy to kupię i zrobię, skoro prosto z pracy jadę do szkoły. W ogóle potym wszystkim jestem zmęczona psychicznie i nie mam już ochoty nikogo u siebie gościć.
To nie będą dobre odwiedziny .